|
Chociaż wielu wolałoby myśleć inaczej, istnienie naszego społeczeństwa zależy od
wkładu wszystkich jednostek na rzecz przetrwania oraz dobrobytu ogółu. Nikt - z
wyjątkiem osób starych, chorych, niepełnosprawnych - nigdy nie był zwolniony z
obowiązku prowadzenia produktywnego życia. W społeczeństwach pierwotnych
dobry mężczyzna polował, aby zdobyć pożywienie dla całego plemienia, a dobra
kobieta rodziła i wychowywała dzieci, aby zapewnić przetrwanie ich gatunku. We
współczesnej kulturze role społeczne uległy powierzchownym zmianom, do
niedawna jednak pozostawały w istocie takie same. Dobrzy obywatele prowadzili
produktywne życie i sprowadzali na świat dzieci, aby społeczność rozwijała się
prawidłowo. Ci, którzy nie akceptowali tych obowiązków - którzy unikali pracy lub
nie akceptowali „słodkiego jarzma" małżeństwa i rodzicielstwa -uchodzili za
podejrzanych, a nawet występnych, w zależności od ich możliwości oraz stopnia
pogardy okazywanej normom społecznym. Darmozjady i próżniacy to zaledwie dwa
przykładowe typy tych, którzy uchylali się od obowiązku wniesienia pozytywnego
wkładu w gospodarkę społeczności. Złodzieje i malwersanci byli gorsi, ponieważ
aktywnie żerowali na uczciwych i pracowitych. Rozpustnicy i homoseksualiści byli
egoistyczni i nieodpowiedzialni seksualnie, nie tylko dlatego, że folgowali swoim
skłonnościom, lecz również dlatego, że postrzegali seksualność w oderwaniu od
obowiązków rodzicielskich. Niezależnie od kontekstu biblijnych zakazów,
homoseksualistów uważano za nieproduktywnych, a tym samym groĄnych dla
kondycji, a nawet dla przetrwania społeczności. Ponadto uchodzili oni za
niebezpiecznych, ponieważ żerowali na młodych i deprawowali ich, sprowadzając z
drogi normalnego, zdrowego, produktywnego życia. W swoim egoistycznym
zaabsorbowaniu przyjemnością genitalną usiłowali om buntować się przeciwko
naturalnemu porządkowi ludzkiego życia -wzajemnej odpowiedzialności jednego za
wszystkich, która stanowi fundament umowy społecznej. Każdy, kto wyłamuje się z
owej umowy z przyczyn innych niż choroba czy niepełnosprawność, Jest
„wynaturzony", „bezwartościowy", „niemoralny".
Wystarczy prześledzić największe eposy świata, od Iliady i Eneidy do Ewangelii, aby
ujrzeć cnotę mężczyzn i kobiet, portrety ludzi produktywnych i niesamolubnych
przeciwstawione destrukcyjnym i skoncentrowanym na sobie.
Teraz, kiedy wielu ludzi w naszym społeczeństwie odrzuca te stare normy, widzimy,
że spełniają się dawne przestrogi. Dzisiaj homoseksualiści są nie tylko
nieproduktywnymi „seksualnymi darmozjadami". Werbują innych, tworzą
wspólnoty, zaczynają wyśmiewać i podkopywać stare cnoty lojalności wobec Boga,
rodziny i kraju. Na nowo określili znaczenie „dobra" i „zła" i z pogardą traktuj ą
pogląd, że uczciwa praca i seks w ramach małżeństwa są społecznymi aktami
niezbędnymi dla przetrwania człowieka.
Tradycyjna teoria spoleczno-psychiatryczna dowodzi, że ludzie produktywni będą
cieszyć się życiem, mieć dobre samopoczucie, zdobędą szacunek przyjaciół i
współpracowników oraz będą czuli więĄ ze swoimi rodzinami i społeczeństwem.
Nieproduktywni z kolei będą mieli osobowości ukształtowane przez swój charakter i
doświadczenie, czyli przez swoje bezwartościowe lub bezproduktywne działania i
decyzje życiowe. Będą czuli niezadowolenie z życia i siebie samych, będą cierpieć
pogardę ze strony społeczeństwa i poszukiwać nadmiernych podniet (w rozrywce,
podejmowaniu ryzyka, narkotykach, seksie).
Zbuntowani będą mieć „problemy z przystosowaniem się", ponieważ nie
przestrzegają norm społecznych. Będą gniewni i skłóceni ze swoimi rodzinami i
społeczeństwem, które będą winić za swoje problemy. Buntownicy, tacy jak
złodzieje i homoseksualiści, zwykle będą „czuć się bezpiecznie" jedynie w
towarzystwie ludzi swojego pokroju. Choć mogą osiągać pewne zadowolenie w
ramach swoich subkultur, ich styl życia uniemożliwia im pełne uczestnictwo w tym,
co „naprawdę się liczy" pod względem psychologicznym (np. rodzicielstwo,
szacunek społeczny). Dlatego, jak utrzymuje tradycyjna teoria, buntownicy będą
odreagowywać, szydząc z ludzi produktywnych, mimo że im zazdroszczą i ich nie
znoszą.
Oprócz nadmiernego zaabsorbowania seksem, psychiatrzy-tradycjonaliści
odnotowali wśród homoseksualistów częstsze występowanie cech osobowości
wskazujących na zaburzenia psychologiczne oraz niezdolność do udanych interakcji
z innymi. Dr Edmond Bergler,' który wyleczył ponad tysiąc homoseksualistów,
doszedł do wniosku, że mają oni skłonność do następujących zachowań:
- prowokują ataki przeciwko sobie, by następnie uznać owe „ataki" za
niesprawiedliwość, jaką muszą cierpieć,
- okazują obronną złośliwość wobec innych,
- okazują frywolną postawę, aby przysłonić depresję i poczucie winy,
- okazują skrajny narcyzm i wyniosłą pogardę,
- odmawiają uznania przyjętych norm w sprawach nie związanych z seksem,
zakładając, że homoseksualistom za ich „cierpienia" przysługuje prawo do „taryfy
ulgowej" w kwestiach moralności,
- „są ogólnie niewiarygodni, mają również bardziej lub mniej psychopatyczną naturę.
Dr Irving Bieber2, który przeprowadził jedne z największych i najbardziej
intensywnych psychiatrycznych badań nad homoseksualistami, scharakteryzował ich
jako „przepełnionych gniewem i goryczą ludzi o niskim poczuciu
odpowiedzialności". Z kolei dr Charles Socarides podkreślił podobieństwo
obsesyjno-kompulsywnej natury homoseksualnych aktów seksualnych do
„szprycowania się" narkotykami.
W przeciwieństwie do stanowiska tradycyjnego, współczesny egalitaryzm podkreśla
jednakową wartość każdej jednostki, bez względu na jej chęć bycia produktywną (bo
przecież wszyscy obdarzeni jesteśmy „tym samym człowieczeństwem"). Według tej
ideologii, nie ma żadnego „związku" pomiędzy produktywnością ekonomiczną i seksualną,
a dobrym samopoczuciem psychicznym: ci, którzy wolą żyć z opieki
społecznej, są „tak samo dobrzy" i mają taki sam zestaw cech osobowości, jak ci,
którzy wolą pracować. Małżeństwa nie różnią się pod względem seksualnym i
psychiatrycznym „par żyjących razem". Homoseksualiści zaś są pod względem
psychiatrycznym i społecznym nieodróżnialni od heteroseksualistów.
Egalitarna teoria społeczno-psychiatryczna utrzymuje, że gdyby społeczeństwo
wymusiło na swoich członkach akceptację dla każdego za „jego wybór w kwestii
tego, co robi lub kim jest", wszyscy (w tym także homoseksualiści) czuliby się w nim
dobrze. W tym „braterstwie rodzaju ludzkiego" zadanie wytwarzania odpowiedniego
bogactwa materialnego oraz wychowywania dostatecznej liczby dobrze uspołecznionych
dzieci wypływałoby w sposób naturalny z powszechnego ducha współpracy,
przyzwoitości i ogólnej akceptacji.
Kwestia psychologiczna
Czy dzisiaj homoseksualiści są zaniepokojeni faktem, iż społeczeństwo bezzasadnie
ich dyskryminuje, czy też częściej są chorobliwie zestresowani z powodu psychologii
ukształtowanej przez swoje decyzje i doświadczenie?
Różne dane sugerują, że osobowościowe problemy homoseksualistów nie są
konsekwencją odrzucenia przez społeczeństwo lecz stanowią nieodłączną część
prowadzenia homoseksualnego stylu życia Ponadto dyskryminacja osób ze
skłonnościami homoseksualnymi, podobnie jak dyskryminacja zdrowych fizycznie
osób, które odmawiała podjęcia pracy, jest niezbędna dla szerzej rozumianego dobra
zarówno społeczeństwa, jak i samej jednostki. Taka dyskryminacja stanowi w istocie
próbę ochrony osób skłaniających się ku homoseksualizmowi przed patologiami,
jakie wybór ten ze sobą niesie.
Wadliwa socjalizacja homoseksualizmu
Stawanie się homoseksualistą wiąże się z dużym nakładem wadliwej socjalizacji
(ang. reverse socialization). Prawie każde dziecko uczy się unikać kału. Praktyka
czystości wyraĄnie uczy uważać kał za „brudny", odrażający i niezdrowy. Mimo to
większość homoseksualistów w końcu uczy się nurzać w kale. Dawne badania
wskazują na następujący typowy przebieg rozwoju aktywności homoseksualistów. W
przypadku homoseksualistów średnia wieku, w którym po raz pierwszy ich genitalia
są dotykane przez innego osobnika płci męskiej, wynosi 13 lat. Po kolejnych ok.
dwóch latach po raz pierwszy dochodzi do wykorzystania odbytu w celu odczucia
seksualnej, a nie biologicznej ulgi, zaś po roku czy dwóch dochodzi do lizania
odbytu w celu uzyskania „seksualnej przyjemności".
W wieku 21 lat większość homoseksualistów „ma już za sobą długą drogę". Nauczyli
się oni poszukiwać i czerpać przyjemność z czynności, które ich samych
przyprawiłyby w dzieciństwie o mdłości. Niektórzy posuwają się jeszcze dalej,
podejmując praktyki zapewniające „większy dreszcz" emocji, takie jak
sadomasochizm, fisting (czyli wkładanie pięści do odbytnicy), czy zjadanie kału lub
picie moczu. Z medycznego punktu widzenia nie ma znaczenia, czy ktoś
podejmuje takie działania dla „przyjemności", czy spożywa nieczystości, ponieważ
sałata nie została umyta - kontakt z kałem jest niezdrowy. Pod względem
psychologicznym oduczenie się nabytych podczas treningu czystości w dzieciństwie
zasad w pogoni za przyjemnością seksualną w życiu dorosłym dosłownie „odwraca
wszystkie reguły do góry nogami".
Zważywszy na biologicznie i psychologicznie niezdrową naturę takiej aktywności,
nie dziwi fakt, że im młodsza osoba „zamyka się" w tożsamości homoseksualnej,
tym większe grożą jej zaburzenia. Remafedi przeprowadził dwa badania „młodzieży
homoseksualnej". Badanie z 1987 roku,8 które objęło 29 takich młodzieńców,
doprowadziło go do wniosku, że „samo doświadczenie nabywania homoseksualnej
lub biseksualnej tożsamości w młodym wieku naraża jednostkę na ryzyko
dysfunkcji. Wniosek ten ma silne oparcie w danych". Badanie Remafediego z 1991
roku, w którym wzięło udział 137 homoseksualnych i biseksualnych młodzieńców
w wieku 14-21 lat, wzmocniło jego poprzednie spostrzeżenie: „Każdy kolejny rok
opóĄnienia w określeniu siebie jako biseksualisty lub homoseksualisty zmniejszał
prawdopodobieństwo wystąpienia próby samobójczej o 80%. Spostrzeżenie to
potwierdza poprzednio zaobserwowaną odwrotnie proporcjonalną zależność między
problemami psychospołecznymi oraz wiekiem przyjęcia tożsamości
homoseksualnej".
Zakłócenie struktury społecznej
W ciągu ostatnich 50 lat w 5 badaniach porównano duże grupy homoseksualistów i
heteroseksualistów - wszystkie przyniosły wyniki wskazujące na zwiększone
zakłócanie struktury społecznej (ang. social disruption) przez homoseksualistów. W
badaniu Kinseya pensjonariusze więzień (wyłączając skazanych za przestępstwa
seksualne) 4 razy częściej mieli bogate doświadczenie homoseksualne niż badani z
grupy kontrolnej. Saghir i Robins 12 porównali 146 homoseksualistów z 78
heteroseksualistami i odnotowali mniejszą stabilność (większa liczba kochanków,
częstsze zmiany pracy) oraz wyższą przestępczość wśród homoseksualistów. Beli i
Weinberg5, porównawszy 979 homoseksualistów i 477 heteroseksualistów, stwierdzili
większą niestabilność (psychiczną, małżeńską) oraz wyższą przestępczość
wśród homoseksualistów. Cameron i Ross13 przeprowadzili ankietę kwestionariuszową
wśród 2251 losowo wybranych respondentów i stwierdzili, że heteroseksualiści
wykazywali większą spójność społeczną (ilości i rodzaje bliskich związków),
mniej autodestrukcyjnych zachowań (palenie papierosów, zażywanie narkotyków,
próby samobójcze) i rzadziej narażali innych na niebezpieczeństwo (poprzez
niebezpieczną jazdę samochodem, umyślne zabójstwo).
W największym porównawczym badaniu próby losowej homoseksualistów i heteroseksualistów
wzięło udział 4340 dorosłych osób z 5 amerykańskich metropolii.ó
Z porównania osób obojga płci, które zadeklarowały się jako biseksualne lub
homoseksualne, z osobami obojga płci, które zadeklarowały się jako wyłącznie
heteroseksualne, wynika, że:
Homoseksualizm powiązany był z gorszym stanem zdrowia
- homoseksualiści około dwóch razy częściej przyznawali, że przeszli choroby
przenoszone drogą płciową; ponad dwa razy więcej homoseksualistów przeszło
przynajmniej dwie choroby przenoszone drogą płciową;
- homoseksualiści około 5 razy częściej próbowali umyślnie zarazić inną osobę
chorobą przenoszoną drogą płciową;
- homoseksualiści około trzech razy częściej przyznawali się do otrzymania mandatu
lub spowodowania wypadku drogowego w ciągu ostatnich 5 lat;
- homoseksualiści trzy razy częściej próbowali popełnić samobójstwo, 4 razy częściej
próbowali kogoś zabić i około dwóch razy częściej uczestniczyli w bójce w ostatnim
roku;
- homoseksualiści około 5 razy częściej podejmowali praktyki seksualne związane z
dręczeniem (sadomasochizm, związywanie);
- homoseksualiści około 4 razy częściej przyznawali się, że zostali zgwałceni.
Homoseksualizm kojarzony był z przestępczością
- homoseksualiści około dwóch razy częściej byli aresztowani za przestępstwa
nieseksualne i około 8 razy częściej za przestępstwo seksualne;
- homoseksualiści około dwóch razy częściej byli skazywani za przestępstwa
seksualne i około dwóch razy częściej trafiali do więzienia za przestępstwa;
- homoseksualiści około trzech razy częściej przyznawali się do odbywania
nieprzyzwoitych rozmów telefonicznych;
- homoseksualiści o około 50% częściej twierdzili, że dokonali kradzieży w sklepie,
dokonali oszustw podatkowych lub nie zostali złapani za przestępstwo.
Homoseksualizm skutkował osłabieniem więzi międzyludzkich
- homoseksualiści dwa razy rzadziej zawierali małżeństwa, a jeśli zawierali
małżeństwa, to dużo rzadziej mieli dzieci;
- homoseksualiści dochowywali wierności średnio przez niecały rok w ciągu swojego
najdłuższego związku homoseksualnego lub heteroseksualnego (średnia wierności w
przypadku heteroseksualistów wynosiła od 5 do l0 lat);
- homoseksualiści, jeśli zawierali małżeństwa, około 3 razy częściej
zdradzali swojego współmałżonka.
Wyniki te podobne są do rezultatów największego badania porównawczego par
hetero i homoseksualnych, które wykazało, że średnia długość trwania związku
wynosi około 3 lat dla homoseksualistów i lesbijek, natomiast w przypadku
małżeństw heteroseksualnych – l0 lat.14 Poza tym nieuniknione były „zdrady":
„wszystkie pary [homoseksualne], których związek trwał więcej niż pięć lat,
posiadały margines zewnętrznej aktywności seksualnej".
Znaczenie integracji społecznej
Choć wadliwa socjalizacja wyjaśnia znaczną część patologii ujawnianych przez
homoseksualistów, ważny jest również ich względny brak integracji społecznej (ang.
social cohesion). W krajowym badaniu kwestionariuszowym, które objęło 5182
dorosłych osób,6 zanalizowano płeć, wiek oraz rodzaje osób wskazywanych jako
pozostające w bliskiej relacji z respondentem. W porównaniu z heteroseksualistami,
homoseksualiści wykazywali mniejszą „integrację relacyjną" (ang. relational
connectedness) z osobami płci przeciwnej lub należącymi do innych pokoleń. 70%
bliskich osób wskazanych przez homoseksualistów miało tę samą płeć, natomiast w
przypadku heteroseksualistów odsetek ten wynosił 47% (zob. wykres). 35% bliskich
heteroseksualistów stanowiły osoby ponad 20 lat starsze lub młodsze od respondenta,
natomiast w przypadku homoseksualistów odsetek ten był dwa razy mniejszy.
Homoseksualiści bardziej zawężają swoje uczucia i zainteresowania do ludzi w tym
samym wieku i tej samej płci; podobnie jak nastolatki mają tendencję do
koncentrowania się na rówieśnikach. Aż 38% bliskich heteroseksualistów stanowili
krewni z innego pokolenia (np. rodzice, dziadkowie, dzieci, wnuki itp.). Jedynie 17%
bliskich homoseksualistów należało do tych samych kategorii. 47% bliskich homoseksualistów
stanowili niespokrewnieni przyjaciele lub sąsiedzi, natomiast w
przypadku bliskich heteroseksualistów odsetek tych osób wynosił jedynie 27%.
Ludzie muszą uczyć się troszczyć i zwracać uwagę na tych, którzy są inni niż oni
sami. Homoseksualiści nie okazują tego rodzaju integracji pomiędzy płciami,
pokoleniami oraz klasami społecznymi, która prowadzi do zachowania harmonii
społecznej. Kiedy jesteśmy zbyt skupieni na „ludziach takich jak my", przyczyniamy
się do dzielenia społeczeństwa na rywalizujące ze sobą grupy, zamiast tworzyć sieć
przeplatających się i powiązanych ze sobą interesów.
Czy akceptacja społeczna coś zmienia?
Kontakt z kałem: W latach 40. XX wieku Kinsey4 odnotował, że około dwóch
trzecich homoseksualistów praktykowało stosunki analne, a 59% homoseksualistów i
18% lesbijek utrzymywało stosunki oralno-analne (polegające na wkładaniu języka
do odbytu).
W San Francisco zalegalizowano, a następnie zaakceptowano homoseksualizm.
Kiedy Instytut Kinseya przeprowadził tam badanie w 1970 roku, 96%
homoseksualistów przyznało się do uprawiania stosunków analnych, a 89%
homoseksualistów i 25% lesbijek do kontaktów oralno-analnych. Wydaje się, że
zniesienie restrykcji wobec praktyk homoseksualnych spowodowało wzrost
narażenia na niebezpieczeństwo biologiczne wśród osób przejawiających skłonności
homoseksualne.
Promiskuityzm: W latach 40. XX wieku 7% homoseksualistów i 63% lesbijek
odpowiedziało, że nigdy nie miało przypadkowych kontaktów seksualnych,
natomiast 42% homoseksualistów i 7% lesbijek przyznało, że „ponad połowę ich
partnerów stanowili przypadkowi partnerzy" (zob. wykres poniżej). W 1970 roku
jedynie 1% homoseksualistów i 38% lesbijek odpowiedziało, że nigdy nie miało
przypadkowych kontaktów seksualnych, a 70% homoseksualistów i 29% lesbijek
przyznało, że z ponad polową swoich partnerów odbyli tylko jeden stosunek
seksualny!
Akceptacja niekoniecznie przyczyniła się do poprawy życia homoseksualistów: 35%
homoseksualistów (i 11% heteroseksualnych mężczyzn) oraz 37% lesbijek (i 24%
heteroseksualnych kobiet) próbowało popełnić samobójstwo albo poważnie
rozważało taką możliwość. Wśród homoseksualistów, którzy próbowali popełnić
samobójstwo, najczęstszą przyczyną - wymienianą w przypadku 47% wszystkich
prób - były nieporozumienia z kochankiem. Co więcej, mimo że ci „wyzwoleni
homoseksualiści przyznali się do posiadania dużo większej liczby partnerów
seksualnych w swoim życiu niż homoseksualiści ankietowani w latach 40. XX wieku
(średnia wynosiła 250 w porównaniu do poprzednich), dwa razy więcej
homoseksualistów niż heteroseksualistów (odpowiednio 15,6% i 8,4%) przyznało, że
„często" czuli się „bardzo samotni" w ubiegłym miesiącu.

Ten schemat "wyzwolenia i akceptacji" prowadzący do większych ekscesów,
odzwierciedlał rezultaty badania kwestionariuszowego z 1991 roku
przeprowadzonego przez San Francisco Department of Public Health wśród młodych
homoseksualnych mężczyzn przejawiających ryzykowne zachowania seksualne. Jak
doniósł "Los Angeles Times" każde kolejne pokolenie "zachowuje się w sposób
bardziej niebezpieczny niż poprzednie".
Nieliczne dostępne dane sugerują, że tam, gdzie zaistniała społeczna i prawna
akceptacja, problemy związane z homoseksualizmem nie zniknęły, lecz się nasiliły.
Przecięcie więzów restrykcji seksualnych nie „wyzwoli" homoseksualisty,
umożliwiając mu życie pełnią życia, lecz zwiększy jego szansę na osobiste
nieszczęście i izolację.
Tymczasowość
Styl życia homoseksualistów jest silnie naznaczony tymczasowością.
Homoseksualiści bardzo dobrze zdają sobie sprawę z tego, że choć ich pociąg
seksualny będzie trwał, to ich atrakcyjność seksualna gwałtownie zmaleje po
przekroczeniu trzydziestki. Na stan zdrowia wpływają okresy alkoholizmu oraz
choroby przenoszone drogą płciową - a ponieważ życie homoseksualistów jest tak
krótkie (średnia długości życia homoseksualistów i lesbijek wynosi czterdzieści kilka
lat, natomiast w przypadku heteroseksualistów przekracza 70 lat19), ich partnerzy
często umierają. W przeciwieństwie do względnie trwałych radości i więzi
małżeństwa oraz rodzicielstwa, radości i więzi homoseksualistów są krótkotrwałe.
Nie dziwi zatem, że połowa homoseksualistów wyraziła żal w związku ze swoim
homoseksualizmem,5 oraz że cztery razy częściej doradzaliby nastolatkom dopiero
rozpoczynającym aktywność homoseksualną zaniechanie takiego postępowania.
„Homoseksualne życie" jest krótkie, samotne i pełne zdrad, niepewności, chorób
oraz zagrożeń. Homoseksualiści, choć uwięzieni w okowach uzależnienia
seksualnego, a nie przez mury i kraty, ujawniają wiele psychologicznych cech
charakterystycznych dla ludzi uwięzionych w obozach zagłady. Obraz patologii
homoseksualistów odpowiada tradycyjnemu stanowisku społecznopsychiatrycznemu:
Szczęście i dobre samopoczucie osiąga się dzięki społecznej i
seksualnej produktywności, a nie „wolności seksualnej".
przypisy do artykułu:
Dr Paul Cameron jest prezesem Family Research Institute z Colorado Springs, w stanie Colorado, USA
(http://www.familyresearchinst.org). Adres do korespondencji: Family Research Institute, PO Box 62640,
Colorado Springs, CO 80962 USA. Numer telefonu: (303) 681-3113.
literatura:
1. Bergcr E Homosexuality: disease or way of life? NY: McMillan, 1956.
2. Bieber, I Homosexuality: a psychoanalytic study NY: Basic Books 1962.
3. Socarides, CW Homosexuality and the medical model. In Phenomenology and treatment of
psychosexual disorder Fann Weet al (ed) SP Medical & Scientific Books, NY: 1983, p. 40.
4. Gebhard PH & Johnson AB The Kinsey data NY; Saunders, 1979.
5. Beli AP & Weinberg MS Humosexsualies NY: Simon & Shuster, 1978.
6. Cameron P et al Effect of homosexuality upon public health and social order Psychological Reports
1989, 64, 1167-7;
Sexual orientation and sexually transmitted disease Nebraska Medical Journal 1985;70;292-299;
Homosexsuals in the armed forces Psychological Reports 1988,62,211-219.
7. McKusick L et al AIDS and sexual behavior reported by gay men in San Francisco American Journal
public Health 1985;75;493-496.
9. Remafcdi G et al Risk factors for attempted suicide in gay lO.Omaha Word-Herald 8/4/93, p. 24.
11. Gebhard, PH et al Sex offenders N Y: Harper & Row, 1965.
12. Saghir MT & Robins E Male and female homosexuality Baltimore: Williams & Wilkins, 1973.
13.Carneron P & Ross K.P Social psychological aspects of the Judeo-Christian stance toward
homosexuality J Psychology and Theology 1981;9;40-57.
14.Blumstein P & Schwarz, P American couples NY: Morrow, 1983.
15.McWhirter DP & Mattison AM The male couple NJ: Prenticc Hali. 1984.
16.Ciuneron P Homosexual molestation of children Psychological Reports 19SS:57.12227-1237.
17. Cameron P Murder & homosexuality Paper @ Midwestem Psychol Assc, Chicago, May 1983.
18. Cameron P & Cameron K Preyalence of homosexuality Psychological Reports, 1993.
Cameron P et al the homosexual lifespan Paper @ Eastem Psychological Assn, Washington, April, 1993.
powrót do strony głównej >>
|